Czy może mieć to związek z jakąś chorobą? Nauka jednoznacznie opowiada się za tym, że złoto w żaden sposób nie świadczy o ludzkim stanie zdrowia. Żadne badania nie wykazały, aby złota biżuteria w jakikolwiek sposób przekazywała informacje o nowotworach czy tego rodzaju schorzeniach.
Wysłany: Czw Maj 03, 2007 12:05 am Temat postu: cecha. Złoto nie powinno brudzić, gdy jest dobrej próby, gdyż nie wchodzi w reakcję z większością odczynników chemicznych. Tak, że nie może pozostawiać śladów. Jednak nie występuje ono w czystej postaci, ma różne domieszki metali, i które mogą właśnie brudzić.
Pozostałe powody występowania uczulenia na złoto. Jak wspomniano wcześniej, jednym z powodów uczulenia na złoto jest kontakt skóry osób noszących biżuterię z tym metalem. Kolejnym powodem może być skłonność do alergii na inne metale, takie jak nikiel, które często występują w stopach złota używanych w jubilerstwie.
Jeśli tak, to na pewno pamiętacie scenę, kiedy kobieta z rowerem i małą dziewczynką przedziera się na wschodnie rubieże, by spotkać się ze swoim internowanym mężem, wojskowym. Do spotkania dochodzi. Ona z walizki przymocowanej na bagażniku wyciąga cywilne ubranie i namawia go, by się przebrał.
Złoto zawsze budziło emocje większe niż jakakolwiek inna klasa aktywów. Dla niektórych jest niemal religią. Dla innych to barbarzyński relikt.
Inwestując w złoto warto jednak pamiętać, że nie jest ona celem samym w sobie. Nie kupujemy złotych sztabek czy monet po to, aby ładnie prezentowały się w sejfie. Inwestor traktuje je
. Każdy średniowieczny alchemik próbował wytworzyć złoto. Bez efektów. Czy w dzisiejszych czasach, w dobie niezwykłego postępu technologicznego, jesteśmy w stanie dokonać tego, czego nie udało się dawnym czarodziejom-naukowcom? Czy jesteśmy w stanie samodzielnie wytwarzać złoto? Najpierw musimy dowiedzieć się, skąd w ogóle złoto znalazło się w ziemi? W jaki sposób dostało się do wnętrza naszej planety? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy spojrzeć w gwiazdy… Złoto jest materiałem pozaziemskim. Wbrew potocznej wiedzy, żyły złota nie „rodzą się” w reakcjach chemicznych wewnątrz skorupy ziemskiej. Złoto powstało w kosmosie, by następnie zostać „wbudowane” w Ziemię. Jak w takim razie pierwiastki złota znalazły się na naszej planecie? Za sprawą wybuchów gwiazd – czyli supernowych. Gwiazdy są zbudowane głównie z wodoru, najprostszego i najlżejszego pierwiastka. Olbrzymie ciśnienie grawitacyjne tak dużej ilości materii kompresuje ją, wyzwalając fuzję jądrową w rdzeniu gwiazdy. Uwalniając energię z wodoru, gwiazda świeci. Przez wiele milionów lat życia gwiazdy, wielokrotne fuzje przetwarzają wodór w cięższe pierwiastki – hel, węgiel i tlen, spalając coraz szybciej kolejne cząstki i tworząc żelazo i nikiel. Jednak po jakimś czasie fuzja jądrowa nie daje już wystarczającej ilości energii i ciśnienie w rdzeniu zanika. Zewnętrzne warstwy gwiazdy zaczynają zapadać się do wnętrza. Finalnie zastrzyk energii od jądra powoduje eksplozję supernowej, która wyrzuca z ogromną energią, wszystko ze swego wnętrza. Energia wydzielona z zapadającej się gwiazdy jest tak duża, że subcząstki atomu – protony i elektrony zostają stopione w jedność, tworząc neutrony. Neutrony nie posiadają ładunku elektrycznego, który przyciągałby lub odpychał inne cząstki. Są więc łatwe do przechwycenia. Złapanie zwielokrotnionej ilości neutronów przez pierwiastki żelaza, umożliwia formowanie się cięższych elementów, których w zwykłych warunkach, gwiazda nie byłaby w stanie wyprodukować – zamieniając srebro w złoto i ołów w uran. Podczas gdy transformacja wodoru w tlen zajmuje miliony lat, w obrębie supernowej, wytworzenie się cięższych elementów, zajmuje zaledwie kilka sekund! Co dzieje się z tak powstałym złotem po wybuchu supernowej? Fala uderzeniowa po wybuchu napędza gwiezdny pył, wyrzucony do przestrzeni kosmicznej, w wirujący taniec gazów i pierwiastków tworząc tzw. mgławice, z których formowane są nowe planety i gwiazdy. Znajdujące się na Ziemi złoto zostało właśnie w taki sposób dostarczone do powłok naszej planety. Następnie na skutek zjawisk geotermalnych zostało ono skompresowane w to, co nazywamy „żyłami złota”. Przez tysiące lat ludzkość poszukuje i wydobywa ten rzadki kruszec, którego wartość jest zdeterminowana przez małą ilość oraz trudność pozyskania. Całe wydobyte w historii ludzkości złoto zapełniłoby zaledwie 3 baseny olimpijskie. Państwa, które wydobywają złoto (im ciemniejszy kolor, tym wyższe wydobycie) Powracając do głównego pytania – czy możemy więc wyprodukować złoto na ziemi? Odtworzenie reakcji chemicznych, które nastąpiły podczas wybuchu supernowej, nie było możliwe do przeprowadzenia przez średniowiecznych alchemików. Współcześnie dysponujemy jednak taką technologią! Przy użyciu zderzacza cząsteczek możemy naśladować skomplikowane reakcje jądrowe, które wytworzyły złoto z gwiazd. Dlaczego więc tego nie robimy? Ponieważ w dalszym ciągu operujemy na zbyt małej skali. Urządzenia te są w stanie generować jedynie pojedyncze atomy złota, dlatego wytworzenie jednogramowej bryłki kruszcu musiałoby dokonywać się atom po atomie – co zajęłoby prawdopodobnie tyle czasu, ile liczy nasz wszechświat. W dalszym ciągu jesteśmy więc skazani na wydobycie. Co jednak się stanie, jeśli wydobędziemy już całe złoto, znajdujące się pod ziemią? Pozostaje nam jeszcze eksploracja oceanów. Szacuje się, że w skorupie Ziemi pod wodami, zgromadzonych jest jeszcze 20 milionów ton złota, niestety w bardzo niewielkich stężeniach, co czyni jego wydobycie nieopłacalnym. Bardziej prawdopodobne może okazać się w przyszłości pozyskiwanie go z innych planet.
Przemoc fizyczna i słowna ze strony pacjentów staje się powoli problemem powszednim polskich pielęgniarek. Dotychczas to ich błąd mógł mieć konsekwencje dla życia i zdrowia pacjentów. Dzisiaj coraz częściej zastanawiają się nad swoim bezpieczeństwem. 1. Horror w Częstochowie Nocny dyżur na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Częstochowie. Dyżur jakich wiele. Tuż po pierwszej w nocy na oddział zostaje przyjęty pacjent, którego lekarze podejrzewają o zażycie środków psychoaktywnych. Na wszelki wypadek zostaje przypięty pasami do łóżka. Niestety, jedna z osób przypinających popełnia drobny błąd. Ta pomyłka mogła kosztować życie dwóch pielęgniarek. Pacjent wyrywa się z pasa, a resztę przecina nożem, który miał przy sobie. Kiedy pielęgniarki próbują go zatrzymać, jednej z nich przystawia nóż do gardła. Jeden niewłaściwy ruch i może dojść do przecięcia tętnicy szyjnej. A w tym przypadku nie pomogłoby nawet to, że akcja dzieje się w szpitalu. Śmierć na miejscu. Na szczęście pielęgniarkom udaje się uciec. Mężczyznę pod wpływem amfetaminy zatrzymuje niedługo później policja. Zobacz film: "Pomoc nocna i świąteczna po 1 października – co się zmieni dla pacjentów?" Historia z początku listopada nie jest niestety odosobnionym przypadkiem. Mimo, że nastąpiła nowelizacja przepisów, to pielęgniarki nadal są bezbronne wobec agresji pacjentów. Warto przypomnieć, że pielęgniarka (tak jak ratownik medyczny i lekarz) w trakcie wykonywania swoich obowiązków objęta jest ochroną przysługującą funkcjonariuszowi publicznemu. W praktyce oznacza to surowsze karanie przestępców, którzy naruszą nietykalność cielesną, dokonają napaści lub znieważą funkcjonariusza publicznego. Niestety jest to ochrona post factum. Musi dojść do niebezpiecznego zdarzenia, by w praktyce zadziałała. Zobacz także: Smutna prawda o SORach: Przekroczenie granicy godności 2. Dzień powszedni pielęgniarki i pielęgniarza Udaje nam się porozmawiać z pielęgniarką, która chce zachować anonimowość, a także z mężczyzną, który jest pielęgniarzem. Podkreśla, że ta praca jest ciężka niezależnie od płci. Marcin jest pielęgniarzem, który niedawno skończył szkołę. Pracuje na co dzień w jednym krakowskich szpitali. Jak sam mówi praca jest bardzo niebezpieczna. - Sam dopiero co wróciłem ze zwolnienia lekarskiego. Mieliśmy na oddziale bardzo agresywnego pacjenta ze stresem pourazowym. Szarpał się, wyrywał pielęgniarkom, odpychał je i bił. Postanowiliśmy przypiąć go pasami do łóżka. Procedura jest taka, że do pasów potrzeba aż pięciu osób. Rzadko, jednak w szpitalach tak to przebiega, bo personelu po prostu brakuje. Tutaj, mimo zachowania się zgodnie z przepisami, nie obyło się bez ran. Cztery osoby trzymały pacjenta, ja dopinałem pasy. W pewnym momencie udało mu się oswobodzić nogę i kopnąć mnie z całej siły w bark. Poleciałem na ścianę. Miałem uszkodzony obojczyk - opowiada WP abcZdrowie Marcin, pielęgniarz. Przypomina również, że choć pielęgniarki są chronione podobnie do innych funkcjonariuszy publicznych, to ten system też ma luki. - Po pierwsze ochrona jest bierna. Żeby z niej skorzystać najpierw musi dojść do ataku. A jak zostaje przywieziony człowiek po dopalaczach, to ostatnie czym się przejmuje to nowelizacja kodeksu karnego. Dodatkowo, chroniona jest wyłącznie załoga karetki i personel Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Ja na co dzień pracuję na Oddziale Intensywnej Terapii i tam już to nie obowiązuje. Wydarzenie, o którym mówiłem miało miejsce właśnie tam, więc nie będą wyciągane dodatkowe konsekwencje w stosunku do pacjenta. Zobacz także: Alkoholik na SOR-ze 3. Powrót do samoobrony Jak ważną częścią pracy pielęgniarki jest umiejętność radzenia sobie z trudnymi pacjentami? Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych wydaje specjalne czasopismo branżowe dotyczące najważniejszych kwestii pracy w zawodzie. Od ponad pięciu lat prócz tematów bezpośrednio związanych z branżą medyczną pojawiają się artykuły dotyczące…samoobrony. Do zajęć z samoobrony chciałaby powrócić również Izba, która kilka lat temu prowadziła szkolenia pomagające radzić sobie z atakami pacjentów. W rozmowie z redakcją WP abcZdrowie Prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas mówi: - Zamierzamy przedyskutować to na najbliższej naczelnej radzie w grudniu. Może powtórzymy szkolenia, które kiedyś przeprowadzaliśmy? Chcemy też je wzbogacić o warsztaty z psychologii zachowań. Ważne jest, żeby posiadać umiejętność, by agresję pacjenta rozładować. Szefowa Izby zauważa, że przed pielęgniarkami i pielęgniarzami, którzy pracują dzisiaj, staje nowy wróg. Nie mają jednak skutecznych narzędzi, by się przed nim bronić. - Ja osobiście przepracowałam 25 lat na ówczesnej Izbie Przyjęć w dużym mieście wojewódzkim. Zdarzały się przypadki osób bardziej agresywnych, to oczywiste. Ale nie było osób po zażyciu narkotyków, a szczególnie dopalaczy. To jest coraz większy problem, z którym nie potrafimy sobie poradzić. Dopalacze sprawiają, że człowiek zachowuje się irracjonalnie. Zofia Małas zauważa problem wynikający głównie z tego, że SOR, ze swojej natury musi być miejscem otwartym. Nie może być twierdzą za zamkniętymi drzwiami. Choć każdy, kto był na takim oddziale zauważa problem główny – braki kadrowe. - Nowy raport OECD mówi, że w polskiej ochronie zdrowia zatrudnionych jest o połowę mniej ludzi (nie chodzi tylko o personel medyczny) niż w krajach zachodnich. Wiemy, że szpitale są zadłużone, liczą każdą złotówkę i nie zatrudnią ochrony z prawdziwego zdarzenia – mówi prezes Małas. Zofia Małas zapewnia, że Izba dostrzega problem i szuka rozwiązania Na krótką rozmowę z WP abcZdrowie zgodziła się także jedna z pielęgniarek z warszawskiego szpitala. Poprosiła jednak, aby nie nagrywać naszej rozmowy i jedynym jej komentarzem do tematu było podzielenie się ze mną swoim patentem na zwalczenie agresji u pacjenta. Mówi, że dzisiaj jedynym sposobem obrony jest powiedzenie takiemu pacjentowi "umiem założyć wenflon tak, żeby nie bolało, ale umiem też tak, że usłyszą cię na czwartym piętrze. Którą wersję wybierasz?". 4. Twarde liczby Trudno znaleźć oficjalne dane mówiące o agresji pacjentów wobec pielęgniarek. Policja nie prowadzi takich statystyk. Dzięki pomocy Naczelnej Izby Lekarskiej udało nam się dotrzeć do najbardziej wiarygodnych informacji. Rzecznik Praw Lekarza prowadzi internetowy System Monitorowania Agresji w Ochronie Zdrowia (MAWOZ). Jest to wspólna platforma Naczelnej Izby Lekarskiej i Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, która ma umożliwić personelowi szpitala zgłaszanie przypadków agresji w miejscach pracy. Wpisu można dokonać za pośrednictwem strony oraz Zgromadzone tam dane mówią o 255 przypadkach agresji w stosunku do lekarzy i pielęgniarek od uruchomienia systemu w 2010 r. W większości, zgłaszane przypadki dotyczą agresji skierowanej w stronę lekarzy. Blisko połowa przypadków to wydarzenia zgłaszane właśnie przez nich. Pielęgniarki stanowią zaledwie 10 proc. wszystkich przypadków. - Agresja ze strony pacjentów to codzienność. Nie wspomnę już o tym, co słyszą pielęgniarki każdego dnia. Bo, kiedy ktoś wyciąga nóż, to jest to sprawa medialna. A horror dzieje się na co dzień, bo komu chce się wzywać policję na kogoś, kto rzuca wyzwiskami na prawo i lewo, kiedy masz przepełniony oddział i tyle osób dookoła potrzebuje natychmiastowej pomocy? – mówi pielęgniarz Marcin. Zobacz także: Szczere wyznanie pracownika SOR-u. Polscy internauci podzieleni 5. Między liczbami Tegoroczne protesty lekarzy rezydentów wymusiły na rządzących ustawę zobowiązującą państwo do systematycznego podnoszenia poziomu finansowania służby zdrowia, by osiągnąć poziom 6 proc. PKB w 2024 roku. Ustawa skonstruowana jest jednak tak, że przy wyliczaniu budżetu brane pod uwagę jest PKB sprzed… dwóch lat. Co w praktyce sprowadza się do tego, że żadne dodatkowe pieniądze do systemu ochrony zdrowia praktycznie nie trafiają. NFZ nie ma również co liczyć na dotację podmiotową. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia z 12 maja 2019 r. w przyszłym roku wysokość dotacji jest utrzymana na poziomie 0 zł (słownie: zero złotych). Zastanawiając się nad przyczynami agresji w polskich szpitalach warto ponownie zajrzeć do danych Systemu Monitorowania Agresji w Ochronie Zdrowia. Ponad 40 proc. przypadków agresji w szpitalach i przychodniach jest związana bezpośrednio ze zbyt długim oczekiwaniem na zabieg lub badanie. Kolejnym powodem jest niezadowolenie z jakości otrzymanego świadczenia. Zaskakujące jest to, że najczęściej atakującym jest pacjent. To jest chyba najbardziej wymowny obraz stanu polskiej służby zdrowia, skoro ludzie przychodzący po pomoc atakują tych, którzy mogą im ulżyć. Niepokojem napawa to, że ciągłe braki w finansowaniu mogą powodować coraz więcej sytuacji konfliktowych. Brak refundacji kolejnych świadczeń, zmniejszone limity na badania, czy ciągłe pomniejszanie listy leków refundowanych (często decydujących o życiu pacjenta) nie ułatwią pracy pielęgniarkom i lekarzom, a nam nie ułatwią życia. System zdrowia jest chory, a jego niedofinansowanie stało się dawno chorobą przewlekłą. Pozostaje nadal pytanie: czy uleczalną? Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez Rekomendowane przez naszych ekspertów Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy
Uczulenie na złoto najczęściej wywołuje wyprysk kontaktowy, czyli zmiany skórne, powstające w miejscu przylegania do skóry złotego przedmiotu, na przykład biżuterii wykonanej z tego metalu. Objawy uczulenia na złoto rozpoczynają się od pojedynczych, rozsianych grudek wysiękowych, które są drobne i powodują swędzenie. Z czasem powstają ogniska rumieniowe, rumieniowo-obrzękowe lub rumieniowo-pęcherzykowe. Jakie metale, wykorzystywane w produkcji biżuterii, najczęściej uczulają? spis treści 1. Przyczyny uczulenia na złoto 2. Objawy uczulenia na złoto 3. Uczulenie na srebro 4. Uczulenie na nikiel rozwiń 1. Przyczyny uczulenia na złoto Według badań, na uczulenie na biżuterię częściej cierpią mieszkańcy krajów rozwiniętych ekonomicznie. Złoto należy do słabych alergenów, w codziennym życiu jest to alergia występująca raczej rzadko. Wyprysk kontaktowy pojawia się najczęściej na skutek noszenia obrączek i pierścionków, czasem z powodu noszenia złotych kolczyków. Złote zegarki i medaliony bardzo rzadko przyczyniały się do powstania objawów alergii. Zauważono również, że złota biżuteria częściej szkodzi zimą niż latem. Alergia na złoto częściej pojawia się wśród kobiet, choć czasem występuje u mężczyzn, głównie u złotników. Zobacz film: "#dziejesienazywo: Czy warto wykonywać badania profilaktyczne?" 2. Objawy uczulenia na złoto Wyprysk kontaktowy ogranicza się do tego miejsca na skórze, gdzie wystąpił kontakt ze złotą biżuterią. Pojawianie się pierwszych objawów może się wahać od kilku miesięcy do kilkunastu lat. Zauważono, że osoby, które początkowo miały uczulenie tylko na obrączki ze złota, z czasem nie mogą nosić innych, złotych przedmiotów ani złotych koron protetycznych. Reakcja alergiczna może nastąpić na skutek używania kosmetyków z płatkami złota. 3. Uczulenie na srebro Obecnie alergia na srebro występuje raczej rzadko. Uczulenie to częściej obserwowano do lat 40. ubiegłego wieku, ponieważ w tamtym czasie używano azotanu srebra do wyrobu srebrnych przedmiotów. Obecnie biżuteria srebrna nie uczula, ponieważ nie jest wykonywana z tej substancji. Srebrne ozdoby mogą nosić osoby nadwrażliwe na inne substancje czy metale. Objawy alergii na srebro są podobne do objawów uczulenia na złoto. Alergia na te metale rzadko występuje sama, częściej pojawia się w połączeniu z czynnikami zewnętrznymi, na przykład, jeśli osoba nosząca złoty lub srebrny pierścionek ma kontakt ze słoną wodą, to na skórze pojawia się wyprysk kontaktowy. Jest on długotrwały i uporczywy w leczeniu, może przyczynić się do powstania guzków ziarniczych. Objawy uczulenia nasilają się w czasie pocenia. 4. Uczulenie na nikiel Nikiel to najczęściej występujący alergen kontaktowy. Uczulenie pojawia się głównie u kobiet. Narażone są na niego dzieci, które nie ukończyły jeszcze dwunastego roku życia (u nich prawie nigdy nie występuje alergia kontaktowa, a nikiel jest tu wyjątkiem). Alergia na nikiel pojawia się najczęściej pod wpływem kontaktu skóry z zegarkami i ich zapięciami, kolczykami i klipsami, metalowymi częściami biustonoszy, pierścionkami, łańcuszkami i naszyjnikami. Niektórzy chorzy wykazują nadwrażliwość na nożyczki, druty do robótek, klucze, łyżki i metalowe uchwyty. Jeśli nikiel przeniknie do organizmu przez układ pokarmowy, to znacznie zaostrzy objawy alergii na biżuterię. Osoby cierpiące na ten rodzaj schorzenia, muszą uważać na mycie rąk pod bieżącą wodą z kranu. Tuż po odkręceniu kurka w wodzie może znajdować się ten metal. Ponadto pierwiastek przenika do potraw gotowanych w metalowych garnkach. Mrówczan niklu może znajdować się w niektórych gatunkach margaryn, co nie zawsze jest opisane na opakowaniu. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy
Opowieści o psich ratownikach, którzy swoim węchem pomagają ludziom wyjść z opresji, są powszechnie znane i każdy potrafi przytoczyć jakąś opowieść na ten temat. Często się jednak zapomina o tym, że koty też starają się pomagać swoim ludziom, jak tylko mogą. A wbrew pozorom mogą całkiem sporo – Twój mruczek bardzo się stara, by zapewnić Ci dobre samopoczucie. Jednak czy koty wyczuwają choroby? Dowiedz się! 1. Dlaczego kot chce Ci pomóc w chorobie? 2. Czy koty wyczuwają choroby? 3. Czy kot może leczyć? 4. Koty a ludzkie choroby – podsumowanie Dlaczego kot chce Ci pomóc w chorobie? Pewnie udało Ci się już zauważyć, że podczas choroby, gdy walczysz z kontuzją lub bólem, Twój kot może próbować się do Ciebie tulić, kłaść na bolących miejscach i przynieść Ci ulgę w tych trudnych dla Ciebie chwilach. Czy jednak wiesz, dlaczego tak się dzieje? To wszystko jest związane z kocią naturą. Te wolnożyjące to samotniki, które muszą nauczyć się bardzo szybko niezależności i życia na własną łapę. Taki kot, gdy zachoruje, to próbuje pomóc sobie sam, bo na nikogo innego nie może liczyć. Najczęściej też skrywa chorobę, bo jeśli drapieżniki wyczują, że jest chory, będzie w dużym niebezpieczeństwie. Twój kot uważa, że jesteś częścią jego życia i musi się Tobą zająć – tak, jak zająłby się sobą. Dlatego, gdy tylko zauważy, że cierpisz z powodu zranienia lub choroby, będzie próbował się kłaść na bolących miejscach, będzie mruczeć i tulić dla Ciebie – będzie próbował Cię ogrzać i zrelaksować, bo to najlepsze, co może dla Ciebie zrobić. Czy koty wyczuwają choroby? Koty to fenomenalni łowcy – zapewniają im to niesamowicie rozwinięte zmysły, które daleko przekraczają ludzkie możliwości. Te zmysły pozwalają im nie tylko tropić ofiarę i skutecznie polować. Są one przydatne też w wielu innych dziedzinach. Czy koty wyczuwają choroby? Choć może się to wydawać dziwne i tajemnicze – faktycznie tak jest. Koty są w stanie zauważyć, że z człowiekiem dzieje się coś złego, nawet jeśli on sam jeszcze o tym nie wie. Koty wyczuwają choroby całkiem dosłownie – robią to bowiem nosem. Zmiany, które zachodzą wtedy w organizmie człowieka, są zbyt subtelne, by ludzki nos je wyczuł, ale ten koci jest w stanie sobie z tym poradzić. Istnieją badania naukowe, które wskazują na to, że koty są w stanie wyczuć nawet nowotwór – dlatego, jeśli kot uporczywie próbuje położyć się w określonym miejscu na ciele człowieka i ciągle ponawia te próby, nawet jeśli nie są przez Ciebie mile widziane – może warto się zbadać. Takie zachowanie może świadczyć po prostu o tym, że Twój kot bardzo Cię kocha i chce się zwyczajnie poprzytulać, ale może też próbować dać Ci do zrozumienia, że w Twoim organizmie rozwija się choroba. Istnieją nawet koty, które są w stanie wyczuć poziom cukru we krwi człowieka i zareagować, gdy spada on do niebezpiecznie niskich poziomów – taką umiejętnością niejednokrotnie wykazała się kotka Pippa z Wielkiej Brytanii. Ten bohaterski kot nie jest jednak jedyny – inne koty też wydają się posiadać taką umiejętność. Koty są w stanie nawet wyczuć nadchodzący udar – wyczuwają go węchem, ale na tym ich rola się nie kończy. Do mediów przedostało się wiele opowieści o kotach, które uratowały swoich właścicieli – bo gdy Ci dostali udaru, koty zaalarmowały otoczenie i sprowadziły do chorego inne osoby, które mogły udzielić pomocy. A czy koty wyczuwają choroby i problemy w sferze umysłowo-emocjonalnej? Na przykład, czy koty wyczuwają depresję? Koty z całą pewnością są w stanie wyczuć Twój stan emocjonalny – potrafią określić, kiedy jesteś zadowolony, szczęśliwy, smutny czy rozdrażniony. Mogą zatem wyczuć, że z psychiką człowieka dzieje się coś złego. Istnieją też badania, które świadczą o tym, że kotom statystycznie częściej zdarza się gryźć ludzi z depresją, choć nie wiadomo nadal, czym dokładnie jest to spowodowane – być może ludzie z depresją zachowują się w sposób, który prowokuje koty do gryzienia. Ta zależność może być związana też, z tym że statystycznie częściej osoby, które są narażone na depresję lub już cierpią z jej powodu, dzielą swoje mieszkanie i życie właśnie z kotami. Przeczytaj także: Jak kot okazuje miłość? Kocia miłość naprawdę istnieje! Czy kot może leczyć? Czy wiesz, że Twój kot może być w stanie nie tylko wykrywać choroby, ale też pomagać w ich leczeniu? Tak, Twój czworonożny przyjaciel może być całkiem niezłym terapeutą. Terapia przy pomocy kotów to inaczej felinoterapia. Kot wyczuwa bolesne i chore miejsca, dlatego chętnie się do nich przytula i na nich układa, by je ogrzać i przynieść człowiekowi ulgę. Mruczenie kota doskonale działa też na ludzką psychikę – relaksuje i pomaga redukować poziom stresu. Felinoterapia bardzo często jest używana jako wspomagająca forma terapii w przypadku różnego rodzaju niepełnosprawności, a także przy leczeniu zaburzeń emocjonalnych, w przypadku Zespołu Aspergera, zaburzeń lękowych, depresji i w wielu innych przypadkach – koty to naprawdę wspaniali lekarze, którzy pomogą człowiekowi uporać się z jego problemami jak tylko będą w stanie. Kocimi terapeutami zostają koty spokojne, łagodne i cierpliwe, a także takie, które lubią kontakt z człowiekiem i wcale się go nie boją. Koty a ludzkie choroby – podsumowanie Czy koty wyczuwają choroby u ludzi? Choć może się to wydawać niektórym dziwne to faktycznie tak jest. Nie ma w tym jednak nic magicznego – to po prostu biologia. Koci węch jest wielokrotnie lepszy od węchu ludzkiego, więc to, co dla ludzkiego nosa jest niewyczuwalne, koci nos wychwyci od razu. Właśnie dlatego koty są w stanie namierzyć choroby – wszystko przez subtelne zmiany, które zachodzą w organizmie i są wychwytywane przez ich nosy. W ten sposób są w stanie wyczuć udar czy nowotwór. Istnieją też koty, które są w stanie wyczuć niebezpiecznie spadający poziom cukru we krwi. Kot kładzie się na bolące lub chore miejsce, bo próbuje je ogrzać i przynieść Ci ulgę – dlatego jeśli kot uparcie próbuje się położyć w określonym miejscu na Twoim ciele, być może warto zrobić profilaktyczne badania lekarskie. Koty mogą być też lekarzami – felinoterapia nie jest jeszcze tak rozpowszechniona jak dogoterapia, ale ma już szerokie grono zwolenników i wykorzystywana jest przy wielu schorzeniach i problemach zdrowotnych.
Złoto ludzkość stosuje od kilku tysięcy lat. Nigdy nie uważano go za szkodliwe, zarówno dla osób noszących biżuterię, jak i dla górników w kopalniach tego kruszcu. Codzienne obserwacje wykazały, że biżuteria ze złota jest całkowicie nieszkodliwa, choć opisywano pojedyncze przypadki wyprysku kontaktowego spowodowanego przez złote pierścionki lub kolczyki. Sytuacja zasadniczo się zmieniła po 1994 roku, kiedy zaczęto szeroko wykonywać próby skórne ze złotem. W niektórych ośrodkach dodatnie próby płatkowe ze złotem otrzymywano aż u 29% chorych na wyprysk. U innych autorów odsetek ten był mniejszy, ale średnio wynosił 9% wśród kolejnych pacjentów z wypryskiem. U chorych tych obserwowano odczyny o różnym nasileniu - sam naciek (+), naciek i grudki wysiękowe (++), a nawet pęcherzyki (+++). Złoto uznano wówczas za jeden z najczęstszych alergenów kontaktowych i włączono do zestawu przeznaczonego do testowania wszystkich chorych na wyprysk. Zaczęto też opisywać liczne przypadki zaostrzeń wyprysku po zastosowaniu złota "stomatologicznego" i po wstrzyknięciach leków zawierających złoto. W kilku przypadkach stwierdzono, że wystąpienie wyprysku zależy od stężenia złota - jedna z pacjentek dobrze tolerowała 9-karatową obrączkę, ale 18-karatowa jej szkodziła; inna często nakładała 18-karatowy łańcuszek, natomiast 22-karatowy wywoływał u niej wyprysk. Przez kilka lat powszechnie panował pogląd, że złoto należy do najczęstszych alergenów. Do prób skórnych zalecano używanie 0,5% roztworu soli sodowej kwasu aurotiojabłkowego, ale dodatnie próby płatkowe otrzymywano także z innymi związkami, a nawet ze złotem metalicznym, co jednak zdarza się wyjątkowo. Jednak pod koniec XX wieku coraz częściej pojawiały się inne opinie, a nawet określono złoto jako "alergen kontrowersyjny". Według jednej z hipotez złoto uczula łatwo, ale wywołuje wyprysk dopiero wówczas, gdy w dużym stopniu zostanie zjonizowane, a to zdarza się tylko wyjątkowo i zależy od dodatkowych czynników, być może od pocenia się lub od okolicy skóry. Potwierdzenie nietolerancji złota wymaga wykonania prostej próby prowokacyjnej; sama dodatnia próba płatkowa z solami złota nie dowodzi klinicznie jawnej nadwrażliwości. Podobne zjawisko zachodzi także w przypadku złota "stomatologicznego", ale w tym przypadku próba prowokacyjna jest skomplikowana i wymaga pomocy stomatologa. Natomiast próby płatkowe są wiarygodne u chorych leczonych preparatami złota z powodu reumatoidalnego zapalenia stawów, u których obserwuje się osutki skórne i podejrzewa ich polekowy charakter (zobacz: Reumatoidalne zapalenie stawów).
czy złoto wyciąga choroby